Kazania

Nurtów mijania nie zatrzymasz

„Nurtów mijania nie zatrzymasz”

Listopadowy czas i tydzień modlitw za zmarłych każą nam patrzeć na życie z perspektywy grobu.

„W wieczornym mroku, we mgle szarej, / idzie przez łąki i moczary,… zaduma polna, Osmętnica...

Idzie po polach, smutek sieje,… cień, zasępienie od niej wieje, / włóczą się za nią żal, tęsknica...

Hen, na cmentarzu ciemnym staje,na grób dziewczyny młodej siada,

w świat się od grobu patrzy blada...”  

Taką wizję na listopad przekazał nam, Bracia i Siostry, Kazimierz Przerwa Tetmajer, bo to rzeczywiście szczególny czas zaduszny, kiedy to „w świat się od grobu patrzymy bladzi,” bo smutni, bo żałośnie wspominający tych, którzy jeszcze niedawno byli z nami… Bez tych wszystkich ludzi, którzy niedawno opuścili nas, czujemy się ciągle osamotnieni, często smutni i niepocieszeni.

Myślimy w tym czasie szczególnie 0 bliskich, którzy są już po drugiej stronie życia, ale także… i sobie. Każdy ten próg kiedyś przekroczy. W 1975 r. kardynał Karol Wojtyła w „Rozważaniu o śmierci” napisał: „Nurtów mijania nie zatrzymasz. Jest ich wiele, biegną wokół, tworzą pole, w którym przemijasz sam…”

Każda epoka, każda kultura i religia na swój sposób pojmuje śmierć, na swój sposób odnosi się do zmarłych, do pamięci o nich, do wieczności. My - chrześcijanie - wierzymy w życie wieczne, wierzymy w zmartwychwstanie. Stworzeni jesteśmy nie dla śmierci, ale dla życia.

Patrząc na cmentarne krzyże, uświadamiamy sobie, że to Chrystus za nas oddał życie, byśmy my żyli wiecznie. W ramionach tego krzyża czytamy Jego słowa: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto we Mnie wierzy, choćby i marł, żyć będzie.” To na cmentarzu szczególnie mocno wybrzmiewają inne Jego słowa: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie”. Tak, Kochani. Nie ma innej drogi.

Oglądałem kiedyś zdjęcia z pogrzebu tzw. świeckiego. Nie było księdza, nie było modlitw, ale na każdym zdjęciu orszaku pogrzebowego w tle był krzyż…. Nie było księdza…, nie było modlitw…, ale był krzyż?!

Niejednokrotnie pamięć o śmierci pozwala nam na przewartościowanie swojego życia i staje się początkiem nowego w nim etapu. Wspominając naszych zmarłych -

  • mamy żywy ich obraz przed oczami,
  • mamy wspomnienia wspólnie spędzonego z nimi życia,
  • i patrzymy na ich dokonania, bo „wszystko umiera, tylko pamięć dobrych uczynków nie ginie.”

„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci.”  Wisława Szymborska
Pamiętajmy o tych, co odeszli, inaczej naprawdę będą martwi.”  Paulo Coelho

W eschatologicznej zadumie myślimy o naszym życiu, bo ileż śmierci trzeba nam przeżyć, by się nauczyć, że i my umrzemy. A życia nikt nie otrzymuje na własność, lecz wszyscy tylko do użytku. Życie to taki dziwny teatr, gdzie tragedia miesza się z farsą, scenariusz piszą sami aktorzy, suflerem jest sumienie i nigdy nie wiadomo kiedy otworzy się zapadnia.” – powiedział jeden z aktorów.

Każdy z nas jest płonącą świecą, która w końcu gaśnie. My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano, pamiętając, że przeciwko mocy śmierci nie ma ziół w żadnych ogrodach.

Już Seneka Młodszy mówił: Boimy się nie śmierci, ale wyobrażenia, jakie o niej mamy" a L. Staff napisał: "Na tamten świat nikt się nie spóźnia. Niektórzy są tam nawet przed czasem."

W moich rodzinnych stronach w październiku był pogrzeb z ogromnym tłumem uczestników, bo zmarł młody człowiek, który na 18. urodziny skoczył do wody i złamał kręgosłup. Żył na wózku inwalidzkim 20 lat i prowadził nawet firmę handlującą przez Internet. Kalectwo wyniszczyło jednak organizm, który się poddał. Ten młody człowiek nie chciał umierać, trzymał kurczowo matkę za rękę, błagając ją o pomoc i ratunek. Ratunku już nie było, ale… gdy leżał w odkrytej trumnie przed pogrzebem, matka trzymała go za rękę i szeptała mu do ucha: „nie bój się. Ja zawsze będę z Tobą, ja ci pomogę, tak jak pomagałam ci przez 20 lat. Będziemy zawsze razem…

Kochani! „Dla matki, której dziecko umiera, umiera przyszłość. Dla dziecka, którego rodzice umierają, umiera przeszłość."

Byłem też na innym pogrzebie - w dużym mieście. Po ciężkiej chorobie i kilkunastu latach na wózku, po strasznych cierpieniach, aż po kilkakrotne obcinanie nogi, zmarła matka 4 dzieci w wieku 73 lat. Przed śmiercią rozmawialiśmy z nią dużo i zastanawiało nas, że nigdy nie żaliła się na chorobę i cierpienia, ale często mówiła o swoim matczynym bólu, „bo… dzieci się ze sobą skłóciły…, bo porozpadały się ich małżeństwa…, bo jeden z nich nawet zmienił wiarę”… Na zakończenie pogrzebu, gdy przy grobie śpiewaliśmy „Salve Regina”, jeden z synów padł na ziemię i stracił przytomność. Poruszenie, pogotowie, szpital, ale go uratowano. Dziwne to było pożegnanie dzieci z matką…

Kochani. Człowiek rodzi się, płacząc. Kiedy już się wypłacze, umiera a inni płaczą, ale Bóg widzi śmierć inaczej niż my. My widzimy ją jako ciemny mur, Bóg - jako bramę.

Bliskość śmierci zawsze sprawia, że staramy się żyć lepiej. Pamiętajmy jednak, że "Życie to powieść Boga. Pozwólmy mu ją pisać,"

pamiętając, że „Nurtów mijania nie zatrzymasz”.

Kategoria: