Kazania

Abym przejrzał

Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!

Dzisiejsza Ewangelia wzrusza nas swoją cudownością, a zarazem pobudza do pokładania ufności w Bogu. Spotykają się w niej: Światło i ciemność, Jezus
i człowiek niewidomy. Trudno jest opisać bezradność Bartymeusza, który wyciąga rękę do światła i rozpaczliwie woła o łaskę widzenia: Rabbuni żebym przejrzał.

Światło i oczy, to dwa nieocenione dary Boże, dwa arcydzieła Bożej wszechmocy i mądrości. Dla niewidomego daremnie świeci słońce, księżyc
i żarówki. Jego świat to bezgraniczne morze ciemności, jego życie to nieprzerwany łańcuch smutnych i czarnych dni – bo przecież bez oczu nie ma światła.

Rabbuni, żebym przejrzał. Kościół, powtarzając słowa dzisiejszej Ewangelii, ma na względzie nas, ludzi, którzy tak często żyjemy, jak niewidomi. Wielkie, prawdziwe i niegasnące Słońce – Jezus Chrystus – zawsze świeci na naszym niebie
i „oświeca każdego człowieka”. Często jednak człowiek jest nieuleczalnie niewidomy i Boże Słońce daremnie mu świeci. Współczesny człowiek zbyt często błąka się po ciemnych zaułkach tego życia z zamkniętymi oczyma. A poprzez to:

  • Nie chce zajrzeć do głębi swojej
  • Nie chce zwrócić oczu na wieczność, gdzie go oczekuje wieczne Światło – Bóg i Jego miłość.
  • Nie potrafi i nie chce spoglądać poza granice tego życia, gdzie rozpoczyna się nasze prawdziwe życie w wiecznej szczęśliwości.

Wielu ludzi to dobrowolni niewidomi, którzy z własnej winy stracili oczy dla Boga, Jego prawdy i dla rzekomo własnego szczęścia.

Rabbuni, żebym przejrzał. Niech te słowa staną się naszą codzienną modlitwą. Musimy bowiem przyznać, że często i my sami chętnie błądzimy szukając szczęścia, pokoju i miłości po ciemnych zaułkach życia. Z zawiązanymi oczyma chodzimy nad przepaścią. Świecimy małe żaróweczki naszej małej mądrości, żeby znaleźć drogę do szczęścia i życia, a omijamy prawdziwe życie i szczęście – Jezusa Chrystusa. To On światłem swojej prawdy oświeca drogi naszego życia. To On swoją miłością ogrzewa nasze serca i dusze.

Ja Jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził
w
ciemności, lecz będzie miał światło życia. Tak o sobie samym powiedział nasz Zbawiciel. On stał się człowiekiem:

  • żeby oświecić i rozjaśnić głębie naszych dusz i drogi naszego życia;
  • żeby otworzyć nam oczy na wieczność; na prawdziwe piękno i wartość życia;
  • żeby nas uzdolnić do dostrzeżenia tego, co niewidzialne; żebyśmy wyraźnie widzieli bezpieczną ścieżkę życia i drogę do Boga, prawdy
    i szczęścia.

Trzeba iść za Panem z całym umysłem, sercem i życiem – jak uczynił to Bartymeusz. Kto bowiem nie idzie za Nim, ten idzie w ciemność, pozostaje niewidomym, który nie chce przejrzeć, i w końcu wpada w przepaść.

Nawet nasz chrześcijański świat jest z każdym dniem coraz bardziej ślepy. Tłumy idą za tymi, którzy ich zaślepiają, a odwracają się od tych, którzy ich oświecają. Chrystus oświeca nas światłem swojej prawdy, ale wielu zamyka oczy
i odwraca się tyłem. Idą chętnie za tymi, którzy ich zaślepiają. Pieniądz, władza, przyjemność, egoizm, zazdrość oraz apostołowie niemoralności i niewiary zaślepili współczesnego człowieka. On zaś idzie za tym zwodniczym światłem fałszywych bogów, jak gdyby nie było na niebie prawdziwego Słońca – Jezusa Chrystusa.

„Dzisiaj ludzie zamiast Bożej prawdy szukają swojej własnej prawdy. Nie ma innego wyjaśnienia dramatu, który przeżywamy” (M. Lobet). Z pewnością tkwi
w tym nasza osobista wina, bo szukamy:

  • swojej, a nie Bożej prawdy;
  • swojej moralności i przykazań, zamiast Bożego dekalogu;
  • swojego życia i szczęścia zamiast życia i szczęścia z Bogiem;
  • mądrości i prawdy z byle jakich gazet, a nie z kart

Rabbuni, żebym przejrzał. W tych czasach mroku i duchowego zaślepienia niech ta modlitwa stanie się naszą modlitwą. Mistrzu, daj byśmy zawsze widzieli Ciebie i prawidłowo widzieli samych siebie, byśmy nie stracili Ciebie – prawdziwego Światła – z naszych oczu i nie zatracił siebie i swojego chrześcijaństwa na wieki.

Kategoria: