Kazania

Egzorta pogrzebowa

Dobry Pasterz

Egzorta na pogrzebie śp. ks. Stanisława Łosiakowskiego

Jezus, Dobry Pasterz, jest niedoścignionym wzorem dla każdego kapłana. Pierwszym znamieniem dobrego pasterza jest zwykła ludzka dobroć. Dobry pasterz naśladuje dobrego Boga, który tak mówi o swoim pasterzowaniu: „Zagubioną owcę odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię. Będę pasł sprawiedliwie”./Ez.34/.  Wszystko, co otrzymaliśmy i kim jesteśmy, otrzymaliśmy jako pasterze dla drugich, wszystkie zdolności i talenty, ale też zdrowie i czas, są dla drugich i mają służyć budowaniu żywego Kościoła. Święty Piotr, pierwszy Papież, tak zachęca kapłanów: paście stado Boże, strzegąc je nie pod przymusem, ale z własnej woli. Nie dla niegodziwego zysku, ale jako żywe przykłady dla stada”/1P,5.2/.

Uczestniczymy dziś w ostatniej drodze śp. ks. prałata Stanisława – dobrego pasterza. Już jako ministrant w parafialnym kościele Przemienienia Pańskiego w Aleksandrowie słyszał nieraz tę przypowieść, która pewnie stała się głównym motywem pójścia drogą kapłaństwa, na której trwał przez 55 lat, a zaczęła się ona 23 czerwca 1963 r., gdy w katedrze włocławskiej otrzymał święcenia kapłańskie z rąk ks. bpa Kazimierza Majdańskiego.

Jako młody, pełen zapału i duszpasterskich inicjatyw kapłan, pracował gorliwie, jako wikariusz i prefekt w Brudzewie Kolskim, Klonowej, Czernikowie, Izbicy, Kaliszu i Zagórowie.

W międzyczasie wysłany został na studia na ATK w Warszawie, które ukończył tytułem magistra z teologii moralnej. Pragnieniem jego kapłańskiego serca było jednak duszpasterstwo, gdzie najpełniej mógł realizować posługę dobrego pasterza.

Jako proboszcz pracował w dwóch parafiach: 9 lat w Broniszewie i 24 lata, jako proboszcz i dziekan w Radziejowie. Był dla tych wspólnot naprawdę dobrym Pasterzem, który mógł powiedzieć za Chrystusem: „znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca”. Znał naprawdę duchowe potrzeby swoich parafian, o czym przekonałem się głosząc rekolekcje w Radziejowie. Doskonale przygotował parafian do rekolekcji, przemyślał ze znawstwem program i starał się podsuwać rekolekcjoniście tematy i problemy, którymi żyli parafianie.

Pamiętał też Chrystusowe słowa: ”Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.”

To właśnie przypomniał nam, wszystkim kapłanom, św. JP II w Tertio Millenio Adveniente, by „niepokoić się i to mocno o innych, szczególnie o niewierzących w Kościele. Bo niewierzący też należą do Kościoła i mówimy o nich, używając języka biblijnego, zagubieni bądź synowie marnotrawni.

Niewierzący też są w Kościele i to bardzo blisko nas. A do Domu Ojca idziemy razem i za niewierzących jesteśmy też odpowiedzialni. Oni są w naszej parafii. Jest ich dużo. Za niewiarę niejednego z nich odpowiadamy: my duchowni, a także nauczyciele, rodzice, sąsiedzi, pracodawcy, urzędnicy i politycy. Czas najwyższy, by w parafiach księża, Akcja Katolicka i inne grupy kościelne oraz wszyscy wierni zajęli się poważnie sprawą ludzi niewierzących, a także tymi, którym zagraża utrata wiary. Nie bądźmy zadufani w swojej wierze, lub pseudowierze, bo Bóg może być bardziej obecny w sercu ludzi pozbawionych wiary, niż w naszej wierze, nieraz płytkiej, pewnej siebie, i co najgorsze, pozbawionej miłości.

     Ks. Stanisław z właściwą sobie delikatnością i wrażliwą miłością podejmował problem „zabłąkanych owiec” i wiele ich przyprowadził do Chrystusowej Owczarni. To oni wyjdą pewnie serdecznie powitać dziś swojego duszpasterza w nowej, szczęśliwej rzeczywistości życia wiecznego.

Troszczył się też ks. Stanisław o piękno liturgii, która jest przecież życiem codziennym Kościoła. Sam, pięknie śpiewając, zadbał o śpiew i muzykę w swoich parafiach. Zarówno w Broniszewie jak i w Radziejowie zorganizował kapitalny remont organów dla uwznioślenia chwały Bożej i dla radości wiernych, którzy cieszyli się czystym i szlachetnym brzmieniem tego królewskiego instrumentu.

Oprócz spraw duchowych był też troskliwym zarządcą dóbr kościelnych i skutecznym inwestorem:

  • W parafii Broniszewo, w bardzo trudnym czasie, wybudował kościół filialny w Morzyczanie w. NMP Matki Kościoła. Była to jego radość i duma, że mógł wiernym oddalonym od kościoła parafialnego ułatwić korzystanie z Eucharystii niedzielnej.
  • W Radziejowie zadbał o kościół parafialny kompleksowo:
  1. położył nowy dach na kościele i pokrył go blachą miedzianą,
  2. założył nowe okna zewnętrzne świątyni,
  3. przebudował prezbiterium i postawił nowy ołtarz marmurowy,
  4. zbudował od fundamentów dom parafialny, gdzie mieszkają księża i gdzie jest całe zaplecze duszpasterskie,
  5. zadbał też o cmentarz parafialny.

Ponadto był bardzo zaangażowany w sprawy społeczności lokalnej:

  • Współorganizował różne uroczystości okolicznościowe i patriotyczne;
  • Troszczył się o biednych i chorych - osobiście rozwoził pozyskane wcześniej dary z Caritasu do biednych parafian;
  • Wiele lat był troskliwym i ofiarnym kapelanem szpitala w Radziejowie, gdzie czule pochylał się nad ludzkim cierpieniem i przygotowywał parafian na ostatnią drogę życia.

Za cały ten duszpasterski, społeczny i charytatywny trud otrzymał też wiele odznaczeń i godności:

  • Kościół obdarzył Go godnością kapelana Jego Świątobliwości a także funkcją kanonika gremialnego kapituły uniejowskiej oraz wieloletnim dziekanem radziejowskim aż do czasu emerytury.
  • Władze świeckie w dowód uznania jego pracy przyznały mu:
    1. w 1998 r. odznakę „Zasłużony dla Miasta Radziejów”;
    2. w 2002 r. – „Złoty Krzyż Zasługi” od Prezydenta R. P. z okazji obchodów 750-lecia nadania praw miejskich dla miasta Radziejowa;
    3. w 2015 r. otrzymał medal „ Zasłużony dla Pożarnictwa”.

Symboliczne było też jego przejście na emeryturę – jako jeden z niewielu kapłanów, żegnał się z parafią będąc w szpitalu na poważnej operacji onkologicznej. Gdy stan zdrowia poprawił się, zamieszkał w Ciechocinku i rozpoczął nowy, jakże ważny etap swego życia:

  • Podjął pracę duszpasterską w kaplicy Sióstr Honoratek przy ul. Warzelnianej, gdzie odprawiał piękne nabożeństwa, głosił Słowo Boże i służył posługą sakramentalną, czym wzbudził sympatie i uznanie wiernych oraz sióstr.
  • Od pierwszych miesięcy po przejściu na emeryturę przejął opiekę nad swoją Mamą, której urządził wspaniałą uroczystość z okazji 100. rocznicy urodzin. Przez cały okres tych trzech lat na emeryturze - aby nie oddać Mamy do zakładu Opieki – sam się nią opiekował, dbając o wszystkie jej potrzeby. W tym roku w dniu 04 października skończy 102 lata. Pochowała męża i dwóch synów a dziś żegna ukochanego syna kapłana i jest z Nim tak, jak przedstawia to Pieta Michała Anioła w bazylice św. Piotra w Rzymie.

Utrudzony gorliwym duszpasterzowaniem, obciążony ciężką chorobą, której nawrót powalił go na łoże boleści, rozpoczął ostatni etap pielgrzymowania, dźwigając ciężki krzyż cierpienia. „Kto niesie krzyż razem z Jezusem, daje wymowne świadectwo, także wobec tych, którzy czują się niezdolni do wiary i nadziei”. /JPII/

Szedł świadomie naprzeciw Tajemnicy i uczył się umierania, bo jak napisał Leopold Staff: "Śmierci uczyć się trzeba, jak życia, bo człowiek jest raną życia a śmierć - zagojoną blizną." Pamiętał też pewnie słowa włocławskiego biskupa sufragana, bł. Michała Kozala: „Abyś źle nie umarł, żyj dobrze; jak żołnierz na warcie, bądź zawsze gotów.”

Był księdzem skromnym, oszczędnym a zgromadzone środki, jako lojalny kapłan Kościoła, przekazał w większości Kościołowi. W testamencie nie zapomniał o obdarowaniu takich instytucji jak: Seminarium Duchowne, Caritas Diecezji Włocławskiej, Dom Dobrego Pasterza w Ciechocinku; nie zapomniał też o Misjach, które zawsze były bliskie Jego sercu oraz o Domu Samotnej Matki w Ciechocinku.

         Zostawił nam też testament duchowy, w którym na zakończenie prosi: „Boże Miłosierny i łaskawy! Zlituj się nade mną i wobec mnóstwa swojej litości zgładź moją nieprawość. Obmyj mnie zupełnie z win moich i oczyść z grzechów. Niech miłosierdzie Boże okaże się większe od moich słabości”

         Odszedł Dobry Pasterz do Domu Ojca, by usłyszeć jakże szczęśliwe słowa: „Pójdź sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!" Amen.

Kategoria: