Kazania

Odpowiedzialność za słowo

 

„Słowo, które się stało Ciałem i zamieszkało między nami”

36.rocznica stanu wojennego – katedra włocławska

Maryja, przewodniczka po drogach adwentu, z pokorą i głęboką nabożnością przyjęła Słowo Boga, przesłane przez Archanioła Gabryela i dzięki temu stała się matką Bożego Syna, co będzie 2017 raz wspominane za kilka dni, gdy „Słowo Ciałem się stanie i zamieszka między nami”.

         Rozważając tę teologiczną i historyczną prawdę, dziś w 36. rocznicę stanu wojennego, chcemy pochylić się nad SŁOWEM, jego wartością i jego konsekwencjami – szczególnie nad słowem wypowiadanym przez nas, zwłaszcza publicznie.

Z każdego słowa trzeba będzie zdać sprawę Bogu, bo słowo jest jak miecz i przenika głęboko do ludzkiego wnętrza. Słowo też, jak mówi polskie przysłowie, „wyleci wróblem a wróci wołem”. Gdyby można zważyć słowa, to o wiele cięższe są te złe, niż dobre, dlatego z taką wdzięcznością wspominamy dobre słowa, skierowane do nas i je naprawdę zapamiętujemy, n. p.:

  • Papieskie słowa z pl. Zwycięstwa: „człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa” i nasza spontaniczna odpowiedź – „My chcemy Boga”. W następstwie tych słów „Wybuchła Solidarność”, bo zabrzmiały one szczególnie mocno w kontekście szalejącego wtedy komunizmu, który bezskutecznie wypierał naukę Chrystusa z życia publicznego;
  • Te słowa zapamiętał nawet obecny prezydent USA i przypomniał nam je latem tego roku; skierował też do nas, Polaków, wiele dobrych słów, które pomogły nam uwierzyć w siebie, nawet w tych, tak marnych dla słowa czasach, kiedy nie usłyszymy dobrego słowa ani w parlamencie, ani w mediach, ani na forach internetowych – słyszymy zaś mowę nienawiści, złośliwy hejt, publiczne grillowanie oraz taplanie się w błocie ludzkich słabości i wad.

Musimy sobie uświadomić, że złe słowo, które uderza w drugiego człowieka, rykoszetem powraca do tych, którzy nim się posługują, a błoto rzucane na drugiego, brudzi też i rzucającego… bo takie już jest błoto. Ks. Jerzy Popiełuszko nie tylko kazał zło dobrem zwyciężać, ale mówił też: „Nie podnoś kamienia rzuconego w Ciebie, byś nie zaraził się nienawiścią.” Kamieniem tym jest także słowo ludzkie rzucane, czy to oślep, czy to wobec konkretnego człowieka. Rany zadane przez złe słowa bardziej bolą od innych ran, zwłaszcza, gdy uwłaczają ludzkiej godności oraz, gdy są obrazą Boga. Nie tak dawno jeszcze, bo w  poprzedniej kadencji sejmu, często wychodził na mównicę poseł, specjalista od złych słów i ohydnych gadżetów – dziś po nim, ani po jego bałamuckiej partii nie ma śladu, a  krzyż, którego nie chciał w sali obrad, wisi dalej w sejmowej sali.

Widzieliśmy też w czasie expose nowego premiera, jak rzucano wiele złych słów, by zdewaluować dobre i prawdziwe słowa. Póki takie słowa będą żyły wśród nas, będziemy ciągle albo biali, albo czerwoni, a nigdy – biało-czerwoni. Głębokie i niebezpieczne rowy, którymi przekopane jest nasze społeczeństwo, można zasypać tylko dobrym i życzliwym słowem, które wtedy ma szanse stać ciałem, czyli zgodną i piękną Najjaśniejszą Rzeczpospolitą.

Używajmy tylko dobrych słów, bo złe niszczą wszystko i zabijają miłość.

A przecież na Miłość, rodzącą się ze Słowa, czekamy – szczególnie kilka dni przed kolejną - w naszym życiu osobistym i społecznym – wigilią. Czy ma szansę nasza najpiękniejsza kolęda „Bóg się rodzi” na realizację tego pięknego refrenu: „A Słowo Ciałem się stało i zamieszkało między nami”?

Posłuchajmy, na koniec tego rozważania, rady naszego niedawno zmarłego satyryka – filozofa:

„Gdy złączy nas stajenka cicha, czujemy jedną chwilkę małą,

że nasze serce jeszcze dycha, że nie ze wszystkim nam stwardniało,

Z tym sercem zawsze stara bida, stwardniałe, zimne, ciężko chodzi,

więc taki zabieg mu się przyda na Święta, gdy się Chrystus rodzi.

Nim się kłopotów zwali tyle, co zawsze były, są i będą,

otwórz swe serce i na chwilę spróbuj podleczyć je kolędą...”

Kategoria: