Kazania

Kto sieje wiatr, zbiera burze

 

„Kto sieje wiatr, zbiera burze”

Rok A, XV ndz. zw,

To piękna ewangelia o skuteczności Słowa Bożego uzależnionej od ludzkiego serca, które tutaj obrazuje gleba…

  • Ileż to dobrych słów „wydziobały ptaki”, czyli zniszczyli źli ludzie, zamotała propaganda, odwróciła manipulacja, zbojkotował  złośliwy komentarz, zmarnowały złe intencje
  • Ileż dobrych słów „przypaliło się i uschło, bo nie miało korzenia”. Siali katecheci, kaznodzieje – a rodzina, jako miejsce skaliste, nie podlewała, nie pielęgnowała, bo sama nie miała korzeni osadzonych w religijności.
  • Ileż dobrych słów „padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je” – ciernie zgorszenia, złych filmów, agresywnych gier, uzależnień od narkotyków, seksu, internetu,  zagłuszyły je skutecznie,
  • Ale są ziarna, „które padły na ziemię żyzną i plon wydały… wielokrotny”: ilu gorliwych naśladowców Chrystusa, ilu misjonarzy posłanych ze słowem życia, ile akcji charytatywnych, ile dobra świadczonego innym…

Dla Boga ma wartość najmniejsze ziarenko rzucone w ziemię. Dlatego dzisiaj spójrzmy na przypowieść Chrystusa o siewcy z innej strony –

- nie, jak przyjmujemy słowo, ale jakie my siejemy słowa wokół siebie.

Z każdego słowa trzeba będzie zdać sprawę Bogu, bo słowo jest jak miecz i przenika głęboko do ludzkiego wnętrza. Słowo też, jak mówi polskie przysłowie, „wyleci wróblem a wróci wołem”.

Gdyby można zważyć słowa, to o wiele cięższe są słowa złe, niż dobre… dlatego z taką wdzięcznością wspominamy dobre słowa, skierowane do nas i je naprawdę zapamiętujemy, n. p.:

  • Papieskie słowa z pl. Zwycięstwa: „człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa” i nasza spontaniczna odpowiedź – „My chcemy Boga”.

Te słowa zabrzmiały szczególnie mocno w kontekście szalejącego wtedy komunizmu, który bezskutecznie wypierał naukę Chrystusa z życia publicznego;

  • Te słowa zapamiętał nawet obecny prezydent USA i przypomniał nam je kilka dni temu; skierował też do nas, Polaków, wiele dobrych słów, które pomogły nam uwierzyć w siebie, nawet w tych, tak marnych dla słowa czasach, kiedy nie usłyszymy dobrego słowa ani w parlamencie, ani w mediach ani na forach internetowych – słyszymy zaś mowę nienawiści, złośliwy hejt, publiczne grillowanie oraz taplanie się w błocie ludzkich słabości i wad.

Musimy sobie uświadomić, że złe słowo, które uderza w drugiego człowieka, rykoszetem powraca do tych, którzy nim się posługują, a błoto rzucane na drugiego, brudzi też i rzucającego… bo takie już jest błoto.

Ks. Jerzy Popiełuszko nie tylko kazał zło dobrem zwyciężać, ale mówił też:

 „ Nie podnoś kamienia rzuconego w Ciebie, byś nie zaraził się nienawiścią.”

Nie tak dawno jeszcze, bo w  poprzedniej kadencji sejmu, często wychodził na mównicę poseł, specjalista od złych słów i ohydnych gadżetów – dziś nie ma po nim śladu, ani po jego bałamuckiej partii, a  krzyż wisi dalej w sejmowej sali.

Ciągle jednak  jest zbyt  dużo złych słów wokół nas, w świecie mediów i polityki, w rodzinach, wśród  dorastającej młodzieży, tyle złego słowa wylewa się na dzieci, a świat potrzebuje dobrych słów naśladujących Słowo Boga, „Słowa, które się stało Ciałem i zamieszkało między nami”

Dobre słowo potrzebne jest szczególnie w rodzinie, i to wszystkim, nie tylko dzieciom. Oto krótka ilustracja z gatunku humoreska: Żona mówi nagle do męża: Kochanie, może ci zrobić herbaty? On przeciera oczy ze zdumienia i pyta: czy to dziś wigilia? Żona pyta zdezorientowana – a skąd  ten pomysł? Ano stąd, że wreszcie przemówiłaś ludzkim głosem.

         Najgorzej, gdy złe słowa  słyszą  dzieci od rodziców. To od najmłodszych lat wsiąka w ich osobowość i pamięć. Nie daj Boże, gdyby to miały być słowa przeklinające dzieci, czy polecające je diabłu, typu „idź do diabła”, „ale z ciebie szatan” czy „ niech cię piekło pochłonie”. Są to niebezpieczne słowa, które mogą ułatwiać dostęp szatana do tego dziecka.

  • W czasie wakacji lubię czasem iść do kościoła i być razem z wiernymi. Kilka dni temu siedziałem na nabożeństwie za nieco starszym  panem, któremu w modlitwie przeszkadzał  bardzo natarczywie  kilkuletni wnuk. Wymykał się i uciekał, potem wracał, a gdy dziadek  próbował  go chwycić za rękę, gryzł ją i wrzeszczał. Gdy ksiądz modlił się tekstami mszalnymi, zatykał sobie uszy a na podniesienie zarzucił sobie kurtkę na głowę i zasłonił twarz, by nie widzieć podniesienia i nie słyszeć słów konsekracji. Zastanowiło mnie to i przy wyjściu z kościoła zapytałem tego pana, co przeżywa jego wnuk, a może to ADHD, może nadpobudliwość. Popatrzył na mnie smutnym wzrokiem i powiedział: to dobre dziecko, tylko nikt go nie kocha. Jego ojciec odszedł, jego matka „poszła w cug” a jej kolejny gach  tylko go przeklina i odsyła do diabła. Boję się, czy te przekleństwa nie spełnią się na moim wnuku.
  • Inna ilustracja o skuteczności przekleństwa: Nadopiekuńcza „mamuśka” kontrolowała kolejnych chłopców  swojej córki i żaden mamusi nie pasował. Gdy córka postawiła się  matce i przedstawiła kolejnego narzeczonego, mówiąc że z nim bierze ślub, matka wpadła w szał, zaczęła przeklinać i bluźnić aż padły groźne słowa: wolałabym widzieć cię w trumnie, niż z nim przy ołtarzu. Córka mimo to przygotowywała ślub. Dzień przed ślubem pojechała motorem z narzeczonym do fryzjera. W drodze powrotnej mieli wypadek: ona zginęła  a on spędził długie tygodnie w szpitalu. I co o tym myśleć – wypadek, przypadek? A może spełniło się przekleństwo matki…

Używajmy tylko dobrych słów, bo złe niszczą wszystko i zabijają miłość.

„Wyszedł siewca, aby siać” – Co siejesz wokół siebie?  „Kto ma uszy, niechaj słucha.”

Kategoria: