Kazania

Nie bójcie się ludzi

„Nie bójcie się ludzi”

12 n. zw. A.

Moc opinii publicznej może być większa niż uderzenie pięścią. Wielu ludzi gotowych jest do podjęcia walki wręcz, a nigdy nie podejmą walki z opinią swego środowiska. Tu nie ma mocnych. Zjawisko to można obserwować nawet w grupach ludzi sięgających po szczytne ideały. Wystarczy kilku krzykaczy, operujących kpiną, uśmiechem, wrzaskiem, by sterroryzować całe otoczenie. Taką właśnie sytuację ma na uwadze Jezus, gdy nawołuje „nie bójcie się”.

Mistrz z Nazaretu znał siłę opinii publicznej. Dobrze wiedział, jak niszczącym działaniem jest podciąganie Jego dzieła pod imię szatana. Otwiera uczniom na to oczy. Jeśli On sam został nazwany „Belzebubem”, to tym bardziej oni. Oto jedna z metod oddziaływania na opinię publiczną. Trzeba tę metodę znać, by umieć oddzielić ziarno prawdy od worka plew, na które składają się kłamstwa, oczernienia, półprawdy. Trzeba też znać cel tych wszystkich zabiegów, którym jest utrudnienie lub uniemożliwienie dotarcia ludziom do prawdy.

Bywa, że opinia publiczna dla udowodnienia swej racji posługuje się przemocą. Może doprowadzić do tego, iż ci, którzy się jej sprzeciwią, tracą nawet życie. Z tym trzeba się liczyć. Jezus i na taką sytuację przygotowuje swoich uczniów. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą”. A więc cierpienie fizyczne, a nawet śmierć w obronie wielkich wartości stanowią część ewangelicznej drogi.

Jezus kończy rozważania na temat mocy opinii publicznej znamiennym stwierdzeniem: „Do każdego, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.

Dla chrześcijanina konflikt z opinią publiczną jest nieunikniony.  Przez napór opinii publicznej i intensywne indoktrynowanie moralnością liberalną następuje destrukcja tożsamości narodowej i katolickiej. Unia Europejska miała budować Europę Ojczyzn. Miała być federacją suwerennych państw, szanującą tożsamość i odrębność poszczególnych narodów. Rzeczywistość okazała się inna. Wspólnota Europejska zmierza do tworzenia Europy bez Ojczyzn, do homogenizacji społeczeństw. W imię kolonizacji państw „drugiej prędkości” wydziedzicza się tu narody i deformuje się ich pamięć historyczną. Destrukcja tożsamości narodowej dokonywana jest w wielu dziedzinach, m.in. w obrębie gospodarczym, oświatowym, kulturowym a nawet religijnym. Dlatego Chrystus w dzisiejszej ewangelii ostrzega: „Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.” Z. Krasiński zaś w „Psalmie Miłości” wołał:

„Niczym Sybir - niczym knuty I cielesnych tortur król!

Lecz narodu duch otruty - To dopiero bólów ból!”

Wielu polskich katolików zasady moralne uważa za słuszne, ale nie ze wszystkimi się zgadza. Dlaczego? Bo w okres transformacji po roku 1989 wkroczyliśmy z pewnym rodzajem schizo­frenii.

  • W czasach komunizmu obowiązywał wyraźny podział na sferę życia prywatnego i publicznego, z których każda rządziła się odmiennymi prawami.
  • W latach 80. wolno było być człowiekiem wierzącym, i to nawet członkom partii, o ile wiara nie miała wpły­wu na zachowania publiczne. Wiarę i mo­ralność, wchodząc do biura, należało wraz z płaszczem zostawić na wieszaku. Także organizacja gospodarki sprawiała, że uczci­wym było trudniej.
  • W latach 90. popular­ne było powiedzenie: „jestem katolikiem, ale”. Selektywne podejście do norm moral­nych nie jest więc czymś nowym w naszym społeczeństwie.

Wiara częściowa w ogóle nie jest wiarą, a moralność selek­tywna w ogóle nie jest moralnością. Odrzu­cenie jednego przykazania Dekalogu jest odrzuceniem autorytetu samego Boga i po­stawieniem siebie w Jego miejsce. Człowiek nie przestrzega wówczas przykazań dlatego, że są one Boże, a jedynie dlatego, że mu się podobają.

Nie wolno czynić zła, by osiągnąć dobro.

  • Jedna sprawa to pytanie o kulturę osobistą: nawet jeśli się z kimś nie zgadzam, czy wciąż szanuję go jako człowieka?
  • Druga - to py­tanie o moralność sfery politycznej. Nie­kiedy polityka uznawana jest za brudną, a polityków traktuje się niczym śmieciarzy zajmujących się wywozem nieczystości. A przecież w gronie świętych i błogo­sławionych mamy także polityków. Także w tej sferze można działać skutecznie bez pozbawiania się szans na zbawienie. Jan Pa­weł II traktował upadek komunizmu jako jeden z dowodów na to, że sumienie nie tyl­ko nie przeszkadza w polityce, ale że każ­dy, kto nie kieruje się sumieniem w polityce, w dłuższej perspektywie czasowej skazany jest na klęskę.

W polskim społeczeństwie katolicyzm jest ciągle głównym punktem odniesienia. Nawet deklarujący się jako niewierzący ak­ceptują znaczną część katolickich zasad moralnych. Oni także mają sumienie. Czło­wiek wierzący jest jednak w bardziej komforto­wej sytuacji niż niewierzący, gdyż tę samą prawdę moralną odnajduje w sumieniu i na tablicach  dekalogu.

Indianin tłumaczył wnukowi: „W ży­ciu zawsze będą ci towarzyszyły dwa wilki: czarny i biały. Będą stale ze sobą walczyły”. „A który wygra?” - pyta wnuk. „Ten, które­go karmisz.” Ważne, by sumienia nie zamie­niać na podróbkę. Ludzie bowiem chętnie powołują się na sumienie, ale często mają na myśli własne widzimisię.

„Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą”.

Mamy też w polskiej poezji i pieśni zobowiązanie do obrony ducha wiary i ducha ojczyzny. To M. Konopnicka zachęcała nas w słynnej Rocie:

„Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy ducha… Tak nam dopomóż Bóg!”

Kategoria: