Kazania

Egzorta na pogrzebie śp. Jerzego Sobocińskiego

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”

Egzorta na pogrzebie śp. Jerzego Sobocińskiego

Czcigodny Księże Biskupie Stanisławie,

ks. Marku i zebrani tu licznie kapłani, Drogie Siostry zakonne,

Kochana Rodzino – mamo Pelagio, żono Danuto i córko Justyno z mężem Jakubem,

Drodzy krewni i przyjaciele, zacni parafianie tutejszej wspólnoty.

Dziękujemy dziś Bogu za życie i dzieło śp. Jerzego Sobocińskiego, człowieka miłosierdzia i zacnego parafianina parafii Najświętszego Zbawiciela Miłosiernego we Włocławku. Był On żywą ikoną przed chwilą słyszanego głównego programu Jezusa w odniesieniu do drugiego człowieka, z czego będziemy sądzeni „pod wieczór życia”.

W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. kanonizacyjnej bł. s. Faustyny Ojciec Święty Jan Paweł II mówił: "Chrystus nauczył nas, że człowiek nie tylko otrzymuje i doświadcza Bożego miłosierdzia, ale jest też wezwany, by czynić miłosierdzie w stosunku do innych". Chrystus ukazał ludzkości drogi swego nieskończonego miłosierdzia, ale też z mocą podkreślił, że każdy człowiek otrzymuje i doświadcza Bożego miłosierdzia, i jest też wezwany, by czynić miłosierdzie w stosunku do innych. Mówimy tu o miłości miłosiernej.

Na czym polega miłość miłosierna? To nade wszystko bycie dla drugiej osoby. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Człowiek miłosierny pochyla się nie tylko, by współczuć, by towarzyszyć w ciemności. On wyprowadza też biednego z mroku do światła, ze śmierci ku życiu, bierze na ręce i przyprowadza do wspólnoty zbawionych. Sobą pokazuje Miłosiernego Boga. Ociera łzy Boga tam, gdzie Chrystus płacze i patrzy na świat przez okulary życzliwości. Miłosierdzie bowiem, to miłość, która poszła do pracy, a na tamten świat zniesiemy tylko tyle, ile daliśmy z siebie dla innych. Nie jesteśmy bowiem tym, co mamy, ale tym, czym się dzielimy.

         Te elementy życia dla innych znajdujemy dziś w życiu Drogiego nam wszystkim śp. Jerzego, o którym możemy powiedzieć najkrócej – był człowiekiem miłosierdzia.

Urodził się 26 marca 1957 roku w Dobrzyniu n/Wisłą. Był synem Klemensa Sobocińskiego żołnierza Armii Krajowej i Pelagii Dąbrowskiej oraz bratem księdza Marka Sobocińskiego. Mając 2 lata przyjechał z rodzicami i bratem do Włocławka. Uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 2 we Włocławku, a następnie do Technikum Mechanicznego. W 1982 roku złączył swoje życie w katedrze włocławskiej z wybranką serca, Danutą Skotnicką z za Wisły, a dwa lata później na świat przyszła ich ukochana córka Justyna.

Pracował we włocławskich firmach DOZAFIL i Tradem, a następnie w Wydawnictwie Duszpasterstwa Rolników we Włocławku. Był też przez 3 lata kierowcą biskupa Romana Andrzejewskiego, a później z radością i oddaniem pełnił tę funkcję przy biskupie seniorze Bronisławie Dębowskim do końca Jego dni.

Pasją Jego życia była praca w Caritas, gdzie służył innym, zwłaszcza bezdomnym przez ponad 25 lat. Był dla nich nie tylko pracownikiem i opiekunem, ale także przyjacielem i wzorem wiary.

Jeżeli prawdą jest, że „kogo Bóg miłuje, temu krzyże zsyła”, to Ciebie, Drogi Przyjacielu, Bóg bardzo umiłował. Dźwigałeś różne krzyże, które Bóg szykował na Twoją miarę:

  • Krzyż twoich słabości, z których podnosiłeś się mężnie siłą częstej komunii św. i ufnej modlitwy do Matki Bożej Nieustającej Pomocy,
  • Krzyż braku zrozumienia przez innych, także podopiecznych oraz przełożonych,
  • Wreszcie krzyż ciężkiej i nieuleczalnej choroby, który dźwigałeś wręcz z uśmiechem i świadomym poddaniem się woli Bożej.

Oglądaliśmy 15 lat temu ogromne cierpienie naszego Papieża. Mówiło się wtedy, że to była ostatnia encyklika papieska nie pisana, ale znaczona krzyżem. I wtedy uczył nas Jan Paweł II: „Kto niesie krzyż razem z Jezusem, daje wymowne świadectwo, także wobec tych, którzy czują się niezdolni do wiary i nadziei”.

Tak. Twój krzyż, Drogi Jurku, daje wymowne świadectwo, także wobec tych, którzy czują się niezdolni do wiary i nadziei – może on jest bardzo potrzebny komuś z nas, kto przyszedł Cię pożegnać, a kto czuje się niezdolny do wiary i nadziei.

Szedłeś świadomie naprzeciw Tajemnicy i uczyłaś się umierania, tak jak napisał Leopold Staff: "Śmierci uczyć się trzeba, jak życia, bo człowiek jest raną życia a śmierć - zagojoną blizną."

10 lat temu na pogrzebie Twojego Ojca Klemensa powiedziałem w tej świątyni: „Śp. Klemens wiedział intuicją wiary, że „nie może mieć Boga za Ojca, kto Kościoła nie ma za Matkę.” Kochał Kościół Chrystusowy i był Mu wierny i oddany do końca. Nie pozwolił powiedzieć złego słowa na swój Kościół i utożsamiał się silnie z tym, co Kościół wskazywał i czego zabraniał - wierny syn Kościoła i rzeczywisty członek Mistycznego Ciała Chrystusa.”

         To samo chcę dzisiaj powiedzieć o Tobie - miałeś Boga za ojca, a Kościół za matkę. Nauczyli Cię tego twoi bogobojni i patriotyczni rodzice. Ojciec, jako żołnierz AK wiernie służył i bronił Ojczyzny, za co płacił najcięższym więzieniem w czasach stalinowskich. Twoja Mama, 95 letnia dziś p. Pelagia od dzieciństwa pokazywała Ci swoim przykładem, jak kochać Boga i ludzi, co czyni ofiarnie do dziś, za co kochają ją i podziwiają tutejsi parafianie. Jeżeli miałbym wskazać dzisiejszym wiernym wzorową rodzinę na trudne czasy, gdy propaganda zjada ludziom mózgi, a wielu żyje tak, jakby Boga nie było, to wskazał bym Twoją właśnie rodzinę wraz z ofiarnie służącym Kościołowi Twoim bratem, ks. Markiem, mimo trudności i przeszkód.

         Dla człowieka, który spełnił swoje naturalne obowiązki, śmierć jest tak naturalna i mile widziana jak sen. Tak też odchodzisz Jurku z tego świata, nie trzaskając drzwiami, bo do końca miałeś świadomość, że czeka na Ciebie Miłosierny Zbawiciel, którego z taką dumą i radością czciłeś w swoim ulubionym kościele parafialnym, budowanym m.in. przez Twego Ojca i przez Ciebie. Składając dziś na ołtarzu „Twego życia małą garść” prosimy, by Najświętszy Zbawiciel, któremu służyłeś w biednych, otworzył Ci na oścież bramy swojego Królestwo i, jak w dzisiejszej ewangelii, powiedział do Ciebie z uśmiechem: „Pójdź błogosławiony Ojca Mojego, weź w posiadanie Królestwo przygotowane Ci od założenia świata”.

ks. prał. Zbigniew Szygenda

Kategoria: