Kazania

IV nauka pasyjna

 

To nie krzyż się chwieje, to świat się chwieje

Matka zawsze obecna

Symeonowa zapowiedź spełniła się pod krzyżem, gdzie „Stała Matka Boleściwa, obok krzyża ledwie żywa, gdy na krzyżu konał Syn”. Jak wielkie były cierpienia Maryi, pisała m.in. mistyczka Maria od Jezusa z Agredy, że „Maryja odczuwała na sobie cierpienia Jezusa, była bowiem z Nim złączona węzłem miłości, duchowo z Nim zjednoczona.”

Najtrafniej chyba sportretowana została Matka Jezusa w filmie Mela Gibsona „Pasja”. Maja Morgenstern - rumuńska aktorka żydowskiego pochodzenia, znakomicie wcieliła się w postać cierpiącej Matki. Jej oczy wyrażały wszystko - miłość, ból, samotność, ale i kobiece męstwo. Maryja nie dała się złamać przez cierpienie. Stała odważnie po stronie przegranego Syna, który umiera śmiercią niewolnika.. Przegrał... i zbawił. Przegrał i zbawił.

Aktywność miłości to nie zawsze są czyny lub słowa. Nieraz najważniejsza jest sama obecność! Matka tylko tak może teraz pomóc Synowi. Po prostu być. I była… mimo szyderstw i naigrywań; mimo buty żołnierzy i rozkrzyczanego tłumu; mimo, że całą ziemię okrył mrok i aż do godziny trzeciej było ciemno.  Słońce utraciło swój blask, a zasłona w świątyni, oddzielająca miejsce najświętsze, rozdarła się na dwie części.” Ona stała… i stoi pod krzyżem do dziś, a przez tę obecność stała się Współodkupicielką.

Maryja cierpi, ale nie rozpacza, nie lamentuje, nie obwinia, trwa wierna do końca. Może nie rozumie, ale wie, że musi tutaj być, że musi wytrwać. Cierpliwa wytrwałość, siła macierzyńskiej miłości, wierność, „Służebnicy Pańskiej” objawiły się u stóp krzyża. W tym samym miejscu, w którym objawiła się słabość Piotra i innych apostołów.

Maryja szła po wszystkich miejscach, przez które szedł Jezus, a orszak który się do Niej przyłączył, był liczniejszy od tego, który szedł za Jezusem! Droga na samą Kalwarię była także dla Niej krzyżowa, bolesna i trudna, ale warto było iść, by usłyszeć z ust Syna Bożego ważne dla Niej i dla nas słowa: Oto Matka Twoja”.

Słowa Chrystusa z krzyża, to przecież Jego testament. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój».  Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” ./J 19, 26,27/

Za kardynałem Ratzingerem, możemy powiedzieć, że „słowa, którymi Ukrzyżowany przekazuje Janowi Maryję jako matkę, wyrastają ponad chwilę i rozciągają się na całą historię” Natomiast św. Jan Paweł II w encyklice Redemptoris Mater napisał, że „każdy z nas, uczniów Chrystusa, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek powielić przykład św. Jana, czyli wziąć Maryję do siebie, zaprosić Ją do swego życia, powierzyć Jej naszą drogę ku Chrystusowi.” Jeśli wszyscy poszlibyśmy za tą propozycją, być może inaczej wyglądałoby nasze chrześcijaństwo i nie pustoszałyby nasze kościoły. Jest jednak jeden istotny szczegół tego wydarzenia: Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia”. I tu pytanie: Czy widzi nas obok swojej Matki? Może jesteśmy „maryjni”, ale z sentymentu i tradycji; może zmówimy czasem „zdrowaśkę”, bo coś nam grozi; może mamy Jej obrazek, bo to pamiątka po babci… Ale czy w testamencie z krzyża Jezusowi o to chodziło?!     

Zaproszenia Maryi pod dach naszego życia wymaga konsekwencji:

  • Czy tak jak Ona w Kanie Galilejskiej, mam czujną troskę o potrzeby innych?
  • Czy stać mnie na Jej „Fiat” ze zwiastowania, czyli czy zawsze wypełniam wolę Bożą, nawet, jeśli jej nie rozumiem?
  • Czy mimo ataków, krytyki i szyderstwa umiem bronić Jej godności, mojego Kościoła, którego Ona jest Matką i mojej wiary, która ma być odważna i wytrwała, tak jak Jej wiara pod krzyżem?

Maryja pod krzyżem uczy nas także męstwa wobec cierpienia – swojego i bliskich. Zwykle najtrudniej przyjąć cierpienie bliskich. Maryja Bolesna mówi współczesnemu człowiekowi: nie odwracaj oczu od cierpienia, od śmierci. To także należy do tajemnicy życia. Cierpienie jest zawsze najważniejszą próbą wiernej miłości, bo nie ma miłości bez cierpienia.

Ona – Matka Bolesna – wskazuje nam, jak ważna w miłości jest obecność - zwłaszcza, gdy ktoś cierpi. Brakuje nam nieraz słów, nie wiemy co robić, zwyczajnie boimy się cierpienia, umierania, a Maryja pokazuje, nam że nie wolno spod krzyża uciekać.

  • Tchórzliwy mąż opuszcza żonę, gdy dowiaduje się o jej nieuleczalnej chorobie;
  • Rodzice decydują się na aborcję, bo dziecko ma się urodzić niepełnosprawne;
  • Dzieci oddają matkę do przytułku, bo jest uciążliwa i utrudnia życie rodzinne i towarzyskie;

Jakże inny w tym kontekście jest obraz z życia naszych parafian. Małżeństwo o 60-letnim stażu przeżywa trudne chwile, bo mąż od kilku lat jest na wózku inwalidzkim, a żona, wiekowa już przecież, opiekuje się nim nieustannie. Przychodzi ten ostatni wieczór – on umiera. Wnuczka chce sprowadzić firmę pogrzebową, by zabrali ciało, ale żona nie pozwala. Chce jeszcze się z nim pożegnać i spędzić ostatnie chwile ze zmarłym. Całą noc przy nim siedziała, odmówiła koronkę do Miłosierdzia Bożego, cztery części różańca świętego oraz litanię do Matki Boskiej Bolesnej, Patronki Dobrej Śmierci. Rozmawiała z nim o życiu, które razem przeszli, o dzieciach, wnukach i prawnukach i dopiero rano pozwoliła zabrać jego ciało do kaplicy pogrzebowej przy swoim kościele. Jakże to piękna i wierna miłość, której nauczyła się od Maryi pod krzyżem.

Spotkałem też inny obraz w czasie kolędy na nowym osiedlu tej parafii. Młode małżeństwo przyjmuje mnie z radością mimo, że żona leży ciężko chora. Podczas narzeczeństwa wykryto u niej raka. Poddała się intensywnemu leczeniu i choroba została zatrzymana. Wtedy, pełni nadziei i miłości wzięli ślub w kościele, by być razem na dobre i na złe. Niestety złe powróciło. Remisja choroby zakłóciła ich radość, ale nie zniszczyła miłości. Mówili mi szczerze o chorobie i ewentualnej śmierci, dodając wzruszające słowa: jak dobrze, że zdążyliśmy się pobrać. Jesteśmy razem i będziemy razem. Dziś już ona jest w innym świecie, ale, tak jak chcieli, są razem w miłości…, mocniejszej niż śmierć.

Kategoria: