Kazania

Czwarty Król

„Upadli na twarz i oddali Mu pokłon”

Tę piękną historię o Mędrcach ze Wschodu znamy od dzieciństwa. Pobudzała ona naszą wyobraźnię i refleksję nad:

  • złożonymi darami, które były przemyślane i symboliczne,
  • nad krajem ich pochodzenia – skąd przybyli?
  • czy rzeczywiście tylko trzech Królów przybyło do Jezusa?

Znamy ich imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Wiemy, że przybyli do ubogiej stajenki, w której z rodzicami - Maryją i Józefem- przebywał mały Jezus. Wiemy z Biblii, co każdy król podarował dzieciątku.

  • Król Kacper przywiózł kadzidło z żywicy kadzidłowca, w postaci wonnego olejku— co miało symbolizować boskie pochodzenie dzieciątka, gdyż niewątpliwie Jezus był Synem Boga Jedynego.
  • Król Melchior podarował dziecięciu złoto, co na świętych obrazach zazwyczaj przedstawione jest jako złota szkatuła, a co symbolizuje władzę królewską Jezusa. Wiedzieli, że nowo narodzone dziecię jest Królem królów, a Jego władza nie pochodzi z tego świata.
  • Trzeci król imieniem Baltazar, podarował dziecku mirrę, symbol człowieczeństwa Jezusa i  zarazem zapowiedź Jego męczeńskiej śmierci.

Czy wiemy skąd pochodzili królowie? Według Biblii Kacper był królem z północnej Grecji, Melchior był królem południowego Babilonu, natomiast Baltazar był czarnym królem z zachodniej Afryki. Wszyscy trzej oddali pokłon dzieciątku, w imieniu krainy północy, wschodu i południa.

Z tej refleksji i ciekawości zrodziła się legenda, że był i czwarty król imieniem Artaban, który wyruszył oddać hołd nowemu Królowi i w darze dla Jezusa przygotował drogocenne rubiny, ale nie spotkał się z pozostałymi królami i nie zdążył do Betlejem…

          Miał on pochodzić z  Sarmacji leżącej na północ od granic starożytnego Rzymu. Dlaczego króla Sarmatów zabrakło przy narodzinach dzieciątka, dlaczego nie zdążył? Co się z nim działo i czy w ogóle spotkał się z Jezusem?

  • Najpierw zatrzymał go płacz zranionego dziecka, do którego nikt się nie chciał przyznać. Król nachylił się nad pokiereszowanym dzieckiem, opatrzył rany, załatwił pielęgniarkę: jej to właśnie ofiarował pierwszy kamień jako zapłatę za samarytańską przysługę.
  • Potem odjechał, goniąc spiesznie towarzyszy. Ale gwiazda przywiodła go znowu do miasta, gdzie natknął się na kondukt pogrzebowy. Spostrzegł zaraz, że idąca za trumną biedna wdowa z "wieńcem" małych dzieci, zostanie wkrótce sprzedana do niewoli, gdyż zmarły mąż zaciągnął wielkie długi. Czwarty król litując się nad losem rodziny, bez większego namysłu oddał płaczącej kobiecie drugi kamień, przeznaczony dla nowonarodzonego króla.
  • Ruszył znowu w drogę, ale gwiazdy już nie odnalazł. Długo szukał i pytał, błądził i rozglądał się za śladami karawany, aż trafił do pewnej wioski, gdzie żołnierze - dla wymuszenia respektu i posłuszeństwa - postanowili wymordować wszystkich mężczyzn. Król przejęty grozą, ofiarował na wykup skazanych ostatni kamień, niesiony w darze dla Dzieciątka.

Szedł jednak dalej, wciąż spotykając jakieś biedy i cierpienia ludzkie, wciąż ofiarując pomoc i czas. Oddał wszystko, co miał: pierścień, konia, szaty i obuwie. Więcej: sam żebrząc, pomagał innym. I tak minęło wiele lat, i król począł się zastanawiać: po co iść do Jerozolimy? Nie mam co przynieść temu nowemu Królowi. Co Mu powiem? Co Mu ofiaruję? Wyruszył jednak dalej w drogę i doszedł do… Jerozolimy.

Zauważył w tym mieście dziwne poruszenie. Szedł tam olbrzymi tłum, a wśród nich skazaniec z krzyżem na ramionach.  Gdy tak wpatrywał się wciąż jeszcze osłupiały w tę postać pochyloną pod krzyżem, spostrzegł nagle, że Jezus podchodzi do niego. I wtedy król zobaczył dokładnie Jego twarz zlaną potem i krwią. Zapatrzył się na krople krwi drżące na cierniach korony, bo przypomniały mu tamte jego rubiny, które tak długo niósł do Jezusa. Dopiero po jakiejś chwili opamiętał się i zauważył, że Jezus na niego skierował swój wzrok. Król spotkał się z Jego spojrzeniem. Z najwyższym wzruszeniem wyczytał z oczu Jezusa, że On wie o wszystkim, o całej długiej drodze, jaką odbył do Niego, o tym, co przeszedł w tych długich latach wędrówki, jak pomógł wielu ludziom na swej drodze i że to przyjmuje jako największy dar…, dar ważniejszy niż tysiące najpiękniejszych rubinów świata.

Resztkami sił poszedł za Jezusem aż pod krzyż. Tam zrozumiał, że to jest Ten, za którym tęsknił i którego szukał całe życie, że to Jego spotykał w tych wszystkich, którym pomagał. Wydawało mu się też, że Zbawiciel z wdzięcznością przyjął trudy i ofiarę jego życia, a szczególnie miłość okazaną drugiemu człowiekowi.

Legenda, czy historia..! Nie ważne. Ważne jest, byśmy w święto Trzech Króli zapytali siebie:

  • Czy niestrudzenie dążymy na spotkanie z Jezusem?
  • Co po drodze naszego życia zrobiliśmy dobrego, by nie stanąć przed Nim z pustymi rękami?
Kategoria: