Kazania

Życie jak fortepian

„Niech będą przepasane biodra wasze”

Egzorta na pogrzebie śp. Jadwigi Nagórskiej

Przepasane biodra i zapalone pochodnie to symbol gotowości na spotkanie z Bogiem. „Szczęśliwi owi, których Pan zastanie czuwających”..., „bo nie znamy dnia ani godziny”.

Po pogrzebie Ludwika van Baethovena w Wiedniu, grono jego przyjaciół, a wśród nich Franciszek Schubert, wstąpiło do małego kościółka, w którym Baethoven lubił się modlić. W pewnym momencie Schubert zaproponował: pomódlmy się za tego, kto umrze następny po Baethovenie. W skutek zabobonnego lęku nikt mu w modlitwie tej nie wtórował. Schubert modlił się sam. Czy wiedział, że modli się za siebie? Umarł bowiem pierwszy z tego grona, półtora roku po Baethovenie, mając zaledwie 31 lat.

Idziemy świadomie lub nieświadomie naprzeciw Tajemnicy i dlatego trzeba nam uczyć się umierania, tak jak napisał Leopold Staff:  Śmierci uczyć się trzeba, jak życia, bo człowiek jest raną życia a śmierć - zagojoną blizną". W Ewangelii znajdziemy opis o pannach mądrych i nierozważnych, która kończy się Chrystusową zachętą: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny". Po swojemu zauważa to W. Shakerespare, gdy Hamlet z trupią czaszką staje nad grobem i mówi:

„Co żyje, musi umrzeć; dziś tu gości, a jutro, w progi przechodzi wieczności;
To pospolita rzecz! Zbyt pospolita, gdy wszystkim jest wspólna.
Czemu się jednak zdaje tak szczególna?

Każdy z nas jest płonącą świecą, która w końcu gaśnie. My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano, pamiętając, że przeciwko mocy śmierci nie ma ziół w żadnych ogrodach.

Staff napisał: Na tamten świat nikt się nie spóźnia. Niektórzy są tam nawet przed czasem".

Człowiek rodzi się, płacząc. Kiedy już się wypłacze, umiera a inni płaczą, ale Bóg widzi śmierć inaczej niż my. My widzimy ją jako ciemny mur, Bóg - jako bramę, bo jak pisał ks. J. Twardowski: „Śmierć jest bramą do dalszego świata – lepszego świata”.

Śp. Jadwiga Nagórska przeszła do lepszego świata nagle i niespodziewanie, ale ufamy, że dzięki Bożemu Miłosierdziu, oczyściwszy się z ludzkich słabości, będzie z Bogiem na wieki. W „Kolędzie dla Nieobecnych” usłyszymy za kilka tygodni potwierdzenie tej prawdy: Odeszli po to, by żyć i tym razem żyć będą wiecznie”.

Życie naszej koleżanki, śp. Jadwigi było barwne, czasami burzliwe ale zawsze pełne życzliwości dla ludzi i miłości do muzyki. Patrzyła na świat przez okulary życzliwości Wiedzieliśmy wszyscy, że uczniowie byli dla niej zawsze godni szacunku i życzliwości, i z takim szacunkiem i życzliwością wprowadzała ich w piękny świat muzyki, bo pamiętała o tym, że muzyka wypowiada to, czego nie można wypowiedzieć, a o czym nie wolno milczeć”. Jej pasja udzielała się uczniom, których rozkochiwała w gamach i pasażach, w etiudach i preludiach, w melodii i w harmonii.

Od 1980 r. była współzałożycielką Diecezjalnego Ośrodka Kształcenia Organistów i przez lata uczyła cierpliwie przyszłych organistów sztuki gry na fortepianie, która jest podstawą do gry na organach. Była bardzo koleżeńska, a włocławska bohema uważała ją za duszę towarzystwa i często dzieliliśmy się radością z pełnionej posługi. Uważała, że „przyjaciół należy częstować dobrym winem a nie swoimi zmartwieniami”.

Nie założyła rodziny, bo pewnie sądziła, że „życie to nie polonez, żeby zawsze łączyć się w pary. Jak wielu nauczycieli, swoją samotność poświęciła uczniom i muzyce. Nie zawsze była rozumiana przez otoczenie, co skończyło się dodatkowym krzyżem, gdyż jej artystyczna dusza była nadwrażliwa i nie zawsze sobie radziła z różnymi problemami. Można by więc do niej zastosować to porównanie: ”Życie niejednego z nas jest jak fortepian - Chociaż cały błyszczy, to jednak jest czarny".

Trwając w modlitewnej zadumie przy urnie śp. Jadwigi, myślimy o naszym życiu, bo ileż śmierci trzeba nam przeżyć, by się nauczyć, że i my umrzemy. A życia nikt nie otrzymuje na własność, lecz wszyscy tylko do użytku. Jeden z aktorów powiedział „Życie to taki dziwny teatr, gdzie tragedia miesza się z farsą, scenariusz piszą sami aktorzy, suflerem jest sumienie i nigdy nie wiadomo kiedy otworzy się zapadnia”.

Pamiętajmy o tych, co odeszli, inaczej naprawdę będą martwi. Znaczymy bowiem tylko tyle, ile pamiętają nas inni. Nie zapomnijmy, Drodzy Przyjaciele, o naszej koleżance Jadze, a każde o Niej wspomnienie niech kończy się modlitwą o pokój Jej duszy.

Zapamiętajmy też i tę maksymę, że „Są słowa, które ciężko wypowiedzieć... Są chwile, które ciężko zapomnieć... Są noce, które przepłaczesz... Są bajki, w które uwierzysz... Ale nie ma takiej minuty, która wróci...

Kategoria: