Kazania

Rodzinna egzorta pogrzebowa

Ja jestem światłością świata

Egzorta na pogrzebie śp. Haliny Kulczewskiej

30 stycznia 2019 r. w Koninie

       Światłem naszego życia jest Jezus. On kiedyś, na wiele miesięcy przed swoim zmartwychwstaniem mówił: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za mną, nie błądzi w ciemnościach” (J 8, 12). Gdzie indziej Jezus powie to inaczej: Ja jestem drogą, i prawdą, i życiem. To znaczy: jeśli mnie weźmiesz za przewodnika przez życie, to i drogi nie zgubisz, i prawdę poznasz, i twoje życie rozkwitnie.

      To właśnie jest wiara: wziąć Boga jako przewodnika przez życie. Zaufać, że On, Stwórca świata i ludzi, zna świat, wszystkie jego zasadzki, wszystkie zakamarki ludzkiego serca, wszystkie potrzeby człowieka... Zna je lepiej, niż my. Nasza droga do Boga, nasza droga przez świat, nasza droga wiary – to droga z Jezusem i jego Ewangelią. To droga w świetle Ewangelii.

       To światło, jak gwiazda betlejemska Trzech Króli, prowadziło przez życie naszą Drogą Zmarłą, śp. Halinę Kulczewską, przez 73 lata Jej wędrówki przez ziemię, która czasem jest padołem łez, a czasem autostradą szczęścia w drodze do nieba.

         W Zalesiu k/Goliny rozpoczęła swoją drogę 3 lutego 1946 r. Urodziła się dzień po święcie Matki Bożej Gromnicznej w bardzo pobożnej rodzinie Łucji i Jana Janasów, jako pierworodna córka, która otworzyła drogę radości życia dla kolejnego swego rodzeństwa: dla Mieczysława, Emilii i Hieronima – bliźniaków i Karola, najmłodszego z tej piątki. Myśliborska świątynia św. Mateusza była dla Nich kolebką wiary i tam na chrzcie św. otrzymali to światło, by nie zbłądzili z drogi.

         Niedawno pożegnaliśmy Jej młodszą siostrę, Emilię, która mężnie dźwigała krzyż choroby i cierpienia, aż do chwili pożegnania z nami, a szczególnie ze swoją ukochaną siostrą Haliną. Pamiętam telefony Haliny przed pogrzebem Emilii, by wszystko odbyło się godnie, pobożnie i według chrześcijańskiej tradycji.

         Dziś żegnamy śp. Halinę, nestorkę rodu Janasów, dbając także, by wszystko odbyło się godnie, pobożnie i zgodnie z chrześcijańską tradycją. Tę tradycję bardzo pielęgnowała w swojej rodzinie najbliższej i przekazywała ją kolejnemu pokoleniu z determinacją i gorliwością Matki-Polki, bo wiedziała czym jest dobrze uformowana rodzina w Ojczyźnie i w Kościele.

         Rodzinę swoją założyła w 1965 r. spotkając na swej drodze przyszłego męża Zdzisława, z którym stanowiła dorodne narzeczeństwo, a ja, jako kleryk, budowałem się tą piękną miłością, którą spotykałem w nich na wspólnych wieczorach u wujka Zygmunta. Byli potem wspaniałym małżeństwem, które, nie bez trudności, formowało się w szlachetności i pogłębiało swoją miłość, która przetrwała 53 lata.

         Drogi Zdzisławie, szlachetny i wierny Mężu śp. Haliny. Przed ołtarzem ślubowaliście sobie: "... i że Cię nie opuszczę aż do śmierci". Inaczej wtedy migotały świece na ołtarzu, a inaczej świecą dziś na Mszy pogrzebowej. Ale miłość jest ta sama. Bo miłość i śmierć, to dwie siostry - bliźniaczki. Bardzo często bywają razem i po rozłące potrafią znowu się spotkać i cieszyć sobą na wieczność.

        Drodzy synowie małżonków Haliny i Zdzisława Kulczewskich Krzysztofie i Błażeju wraz ze swymi żonami oraz kochani wnukowieKamilu i Marku. Żegnacie dziś swój najdroższy skarb, jakim Opatrzność Was obdarzyła. Matka bowiem, to podstawa rozwoju dobra w dziecku i skuteczna obrona przed złem, zwłaszcza moralnym. Dziękujemy razem z Wami Bogu, że dał Wam taką Mamę i Babcię. Z Jej przykładu, modlitwy i cierpienia korzystaliście nie raz i korzystać będziecie dalej, bo Ona nie przestaje Was kochać, chociaż odeszła z tej ziemi. Z nieba można wiele pomóc tym, którzy przez Świętych Obcowanie są w ciągłej zażyłości z tymi, którzy odeszli. Za Anną German w geście wdzięczności powtórzmy Jej dziś tę słynną pieśń:

                                                           "Gdziekolwiek zagnają mnie życia burze, wrócę na pewno by przynieść Ci róże. 

                                                            By powróciło dziecinnych lat szczęście w Twoim spojrzeniu i rąk dotknięciu."

       Nasza Droga Zmarła była chyba ulubienicą Boga, jeśli prawdą jest, że „kogo Bóg miłuje, temu krzyże zsyła”. W znacznej części swego życia dźwigała krzyż cierpienia i chorób wielu, które nękały Ją od lat, a na które nikt nie mógł znaleźć lekarstwa. Cierpiała bardzo, ale cierpiała godnie, bo pamiętała słowa Chrystusa: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje”./Łk 9,23/ Oglądaliśmy 14 lat temu ogromne cierpienie naszego Papieża. Mówiło się, że to była ostatnia encyklika papieska nie pisana, ale znaczona krzyżem. I wtedy uczył nas Jan Paweł II: „Kto niesie krzyż razem z Jezusem, daje wymowne świadectwo, także wobec tych, którzy czują się niezdolni do wiary i nadziei”.

       Tak. Twój krzyż, Droga Halinko, daje wymowne świadectwo, także wobec tych, którzy czują się niezdolni do wiary i nadziei – może on jest bardzo potrzebny komuś z nas, którzy przyszliśmy Cię pożegnać, a kto czuje się niezdolny do wiary i nadziei.

Szłaś świadomie naprzeciw Tajemnicy i uczyłaś się umierania, tak jak napisał Leopold Staff: "Śmierci uczyć się trzeba, jak życia, bo człowiek jest raną życia a śmierć - zagojoną blizną."

       Na grobie ks. Twardowskiego w świątyni Opatrzności Bożej na Wilanowie w Warszawie napisano jego słowa: ”Można odejść na zawsze i być stale razem”

Odeszłaś od nas…, na zawsze…, do czasu zmartwychwstania... Ale jesteś i będziesz stale w sercu i pamięci Twojego męża, Twoich synów i wnuków, Twojego rodzeństwa i nas wszystkich, którzy mieliśmy to szczęście żyć w tym samym czasie, co Ty.

      „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” /Mt 11,28/

      Te słowa skierował Miłosierny Jezus do utrudzonej życiem i obciążonej chorobą Haliny w niedzielę 27 stycznia 2019 r. Przed śmiercią zebrała się cała rodzina przy Jej szpitalnym łożu, a ona słabnąc, jakby kogoś jeszcze oczekiwała… I doczekała się. O g. 15.00, w Godzinie Miłosierdzia, przyszedł do Niej kapłan z Wiatykiem. Uspokoiła się bardzo ta wielka czcicielka Bożego Miłosierdzia, bo Jej Koronki zostały wysłuchane, gdy codziennie szeptała: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.” Amen.

 

Kategoria: