Kazania

37. r. st. woj.

 

„Miejcie nadzieję”

katedra 13 grudnia 2018 r.

.13 grudnia 1981 roku był niewątpliwie trudnym dniem dla Solidarności, Kościoła oraz Państwa. Takich trudnych okresów było w naszej historii wiele. To nie był pierwszy stan wojenny w Polsce.

Był też stan wojenny w roku 1861. Mijała 30. rocznica wybuchu Powstania Listopadowego. 25 lutego, w 30. rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską, doszło do starć manifestantów z policją rosyjską na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Od kul żołnierzy rosyjskich ginie 5 demonstrantów. Tej samej nocy powstaje w Warszawie Delegacja Miejska, która żąda od cara swobód politycznych dla Królestwa Polskiego. Ta Delegacja przypomina do złudzenia naszą „Solidarność”. Tak, jak mówimy dziś o „karnawale Solidarności”, tak o okresie działalności Delegacji mówiono „czasy polskie”. Ówczesny „karnawał Solidarności” zakończył się, tak jak w roku 1981, stanem wojennym w Kongresówce, który wprowadzono 14 października 1861 r. przez rosyjskiego generała Karola Lamberta, namiestnika carskiego na Królestwo Polskie.

W 100-lecie odzyskania niepodległości często wspominaliśmy trudne chwile naszej historii, ale jednocześnie podziwialiśmy nasz naród, że dźwigał się z największych kryzysów, aż wybił się na niepodległość.

Co było siłą przetrwania aż do zwycięstwa?

Tą siłą była nadzieja, o której się mówi, że umiera ostatnia. Dla wierzących Polaków źródłem nadziei były zawsze słowa Chrystusa: „A oto ja jestem z wami aż do skończenia świata” oraz Jego zmartwychwstanie.

Czymże jest więc ta wszechpotężna nadzieja?

Nadzieja, to jedna z cnót teologalnych, dzięki której chrześcijanin pokłada ufność w Bogu wszechmocnym, miłosiernym i wiernym, spodziewając się osiągnięcia tych dóbr, jakie Bóg przyrzekł, a przede wszystkim wiecznego zbawienia. Obejmuje ona całe doczesne życie człowieka i wszystkie wartości odnoszące się do zbawienia, zwłaszcza wyzwolenie z grzechu. Nadzieja nie jest tylko postawą indywidualną, lecz jest oczekiwaniem całej ludzkości, tak w wymiarze nadprzyrodzonym, jak i ziemskim.

Nadzieja była siła rozwoju Kościoła Chrystusowego:

  • Od pastuszków i Trzech Króli w Betlejem - na wszystkie kontynenty
  • Od 12-stu apostołów i 70 uczniów - po miliony wyznawców Chrystusa przez wszystkie pokolenia
  • Od okupowanej przez Rzymian Jerozolimy - do największych stolic współczesnego świata.

Dlatego mógł H. Sienkiewicz zakończyć swoją powieść „Qvo vadis” następującym zdaniem: „I tak minął Nero, jak mija wicher, burza, pożar, wojna lub mór, a bazylika Piotra panuje dotąd z wyżyn watykańskich miastu i światu.”

Nadzieja, to siła zwycięstwa, która 100 lat temu umożliwiła Polsce odzyskanie niepodległości:

  • Przez ciemną noc zaborów, gdy nie istniała na mapie Europy,
  • Przez powstańcze zrywy, mimo, że najczęściej kończyły się klęską,
  • Przez narodowych bohaterów, jak rotmistrz Witold Pilecki i wielkich świętych, jak brat Albert Chmielowski.

To dlatego pewnie w trudnych czasach zaborów wołał z obczyzny nasz wieszcz Juliusz Słowacki:

„Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei 
I przed narodem niosą oświaty kaganiec; 
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei, 
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!”

Nadzieja zawieść nie może. Nie zawiodła też nas w stanie wojennym, kiedy zdawało się, że nie ma już nadziei. Ale właśnie wtedy bard stanu wojennego śpiewał gorzką pieśń:

Matką głupich cię nazwali, nadziejo!

Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo! 

Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją,

ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!

Prowadź nas, nadziejo, w ciemny czas nadziejo!
W mrocznej mgle wyczaruj /iskrę wiary.

Stan wojenny był nie tylko czasem pognębienia Narodu, ale i okresem mobilizacji religijno-patriotycznej, wynikającej z nadziei. Setki, a nawet tysiące wiernych gromadziło się na Mszach św. za Ojczyznę, za internowanych i więzionych. W pobliżu kościołów pojawiały krzyże układane z kwiatów. Kwietne krzyże stały się jedną z symbolicznych form sprzeciwu wobec stanu wojennego. Powstała wtedy piękna pieśń o nielegalnych kwiatach:

Nielegalne kwiaty, zakazany krzyż,

Co dnia wyrastają z betonowych płyt.
Ludzie je składają, wierni sercom swym,

Co w nadziei trwają przeciw mocom złym.

To najdroższe kwiaty, jakie widział świat.
Można za nie płacić w celi parę lat,
można stracić zęby za goździki trzy,
liczyć krwawe pręgi, długo łykać łzy…

Niepodległe kwiaty, niezniszczalny krzyż.
Huczą gabinety i imperium drży.
Szydzi z generałów, nie lęka się wojska
nielegalny naród, zakazana Polska!

Taki krzyż był także u nas – we Włocławku. Najpierw układano krzyż z kwiatów a potem metalowy na barierkach przy włocławskiej tamie. Najwyższe władze partyjne niepokoił fakt, że przy krzyżu dochodzi do „prowokacyjnych” wystąpień i dlatego podjęły akcję przeciwdziałania – codziennie likwidowano kwietny krzyż, który jednak powstawał na nowo. To był symbol naszej nadziei. Zrzucano też kilkakrotnie krzyż metalowy z barier na tamie, ale ciągle przykręcaliśmy nowy i… stał się cud – cud na Wisłą: przy tamie stanął wielki krzyż papieski, poświęcony przez Jana Pawła II 7 czerwca 1991 roku, podczas wizyty papieskiej we Włocławku. Stoi tam do dziś i nie tylko przypomina tamten czas, ale jest także źródłem nadziei dla obecnego i kolejnych pokoleń włocławian, do których krzyż ten woła:

Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną 
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera, 
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno 
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.  

Przestańmy własną pieścić się boleścią, 
Przestańmy ciągłym lamentem się poić: 
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, 
Mężom przystało w milczeniu się zbroić... 

Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową, 
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska, 
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową 
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

Miejcie odwagę!

Kategoria: