Kazania

Adwentowe zamyślenia

„Czuwajcie i módlcie się…, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym”

I niedziela adwentu 2018r.

W obecnym świecie coraz więcej ludzi narzeka na wielość obowiązków, pośpiech i zabieganie. W ślad za tym idzie brak czasu na wszystko:

  • Dla rodziny, która staje się mniej ważna niż praca i kariera,
  • Na osobisty rozwój i odpoczynek, przez co zawęża się horyzont naszego myślenia i wartościowania,
  • Na modlitwę, która staje się trudno osiągalna i na kontemplację, która wydaje się luksusem dla wybranych.

Adwent to czas poukładania na nowo naszego życia, czas radosnego oczekiwania na świętowanie Bożego Narodzenia i powtórnego przyjścia Chrystusa na końcu czasów. Dziękujmy dzisiaj Chrystusowi, że pozwolił nam doczekać tego błogosławionego czasu, którym jest adwent. Dziękujmy dzisiaj Chrystusowi, że przypomina nam o potrzebie nawrócenia i czuwania. On nas kocha. Pragnie zastać nas czuwającymi  i gotowymi na spotkanie z Nim. Nie chce nas karać, ale chce nam dać szczęście wieczne. Trzeba jednak realizować program , który podaje nam św. Paweł w dzisiejszym II czytaniu: „Stawajcie się coraz doskonalszymi”.

"Straszną jest rzeczą, kiedy dusza szybciej zmęczy się życiem niż ciało" /Marek Aureliusz/.

Nasze dusze są dziś bardzo słabe, bo są zaniedbane. O ciało dbamy bardziej i staranniej, a nawet przesadnie. Symbolem takiej tendencji są chociażby świąteczne reklamy, które rozpoczynają się zaraz po Wszystkich Świętych i bombardują nas propozycjami dla naszego ciała, odsuwając całkowicie potrzeby duszy /modlitwa, roraty, rekolekcje/ i na same święta jesteśmy już tak zmęczeni, że nie mamy siły ani ochoty na potrzeby duszy. Świętowanie kończy się często na wigilii z prezentami, a potem… pustka, nuda i telewizja.

         W adwencie trzeba też pomyśleć o duchowych potrzebach tych, którzy je wyeliminowali ze swojego życia i w momentach trudnych, czy kryzysowych są bliscy rozpaczy i karmią się żalem do wszystkich – szczególnie do Boga i swoich najbliższych.

        Matka mówi do ciężko chorego 40-letniego syna: „Pójdę do Kościoła i poproszę o Mszę św. w twojej intencji. Wszystko synku w ręku Boga. On przecież uzdrawiał, a nawet wskrzesił z martwych Łazarza”. Syn z oburzeniem zaprotestował: „Ani mi się waż! Ciągle wierzysz w te swoje gusła i kościelne zabobony. Mnie już nic i nikt nie pomoże.”Zmartwiło się biedne matczysko i poszła do kościoła na roraty. Całe nabożeństwo przepłakała i prosiła Maryję, by zmiękczyła serce jej syna i przywróciła mu, jeśli już nie zdrowie, to chociaż wiarę, by schodził z tego świata pogodzony z Bogiem.Po powrocie do domu syn znowu ją obwiniał, że traci czas na jakieś czary-mary, zamiast być z nim. W niedzielę matka zabierała się do Kościoła i przed wyjściem mówi do syna: „Gdy ja będę modlić się za ciebie w kościele, ty popatrz w tym czasie na krzyż, co wisi w tym pokoju”. Po powrocie zastała syna zapłakanego. Nic nie mówił, tylko patrzył na krzyż. Zostawiła go w spokoju. Wieczorem chory się uspokoił i powiedział do matki: „ przyprowadź mi jutro księdza. Chcę się wyspowiadać.” Długie to było spotkanie zbuntowanego chorego i wysłannika Chrystusa. Matka w tym czasie klęczała w drugim pokoju przed obrazem Jezusa Miłosiernego. W czasie komunii i namaszczenia matka stała w drzwiach pokoju chorego, a serce jej chciało wyskoczyć z piersi, bo widziała spokój na twarzy chorego syna i lekki, dotąd niewidziany, uśmiech. Przy kolacji cała rodzina zebrała się przy łóżku chorego, a on ze wzruszeniem powiedział do nich: „Wiem, że nie wyzdrowieję, ale jestem spokojny, bo wiem, że Bóg jest miłosierny. Dziękuję wam za wszystko a tobie mamo za to, żeś we mnie nie zwątpiła i nie pozwoliłaś mi umrzeć w rozpaczy.”

Pewnie wydaje ci się Bracie i Siostro, że to jest niemożliwe, że to figura retoryczna kaznodziei.

Kochani! Jezus jest Panem rzeczy niemożliwych. Emanuel, który ma przyjść, nie takich rzeczy dokonał. Trzeba tylko z wiarą zawołać słowami z dzisiejszego psalmu:

Do Ciebie Panie wznoszę duszę moją”. Jezus jest naprawdę Panem rzeczy niemożliwych…

Kategoria: