Kazania

Dobrze jest dziękować Panu

Ks. Ireneusz Świątek

Drogi księże prałacie Zbigniewie, dzisiejszy jubilacie i wy wszyscy siostry i bracia zgromadzeni w tej świątyni!

Zastanawiałem się dość długo jak rozpocząć to dzisiejsze słowo, tę dzisiejszą homilię!

Byłem pewny, że dobrze byłoby znaleźć jakiś początkowy mocny akcent, który, wytyczyłby właściwy środek ciężkości, adekwatny do wagi przeżywanych chwil…

…ale czas płynął i nic mądrego (teraz myślę dzięki Bogu), do głowy mi nie przychodziło….

Zacząłem więc nie tyle wymyślać, tworzyć, co czytać słowo na dzisiejszy dzień i słuchać serca.

I wtedy – właściwie bez większego problemu - znalazłem klucz: jest on zawarty w dzisiejszym psalmie:

DOBRZE JEST DZIĘKOWAĆ PANU… mówi Psalmista…

Tak! Dobrze jest dziękować Panu.

Myślę, że prędzej czy później na drodze duchowego rozwoju, do takiego jedynie właściwego wniosku i zarazem kierunku się dochodzi:

DOBRZE JEST DZIĘKOWAĆ PANU…

Ale Księże Prałacie, zanim zaczniemy dziękować Panu, chcę na początku podziękować Tobie. Podziękować za to, że zaprosiłeś mnie do takiego wyjątkowego uczestnictwa w tym niezwykłym wydarzeniu, które dziś przeżywamy, do bycia jego bożym komentatorem….

Uczestnictwa, które wcale nie jest łatwe, nawet jak się ma już trochę życiowego doświadczenia, bo trudno ubrać we właściwe słowa to, co często jest niewyrażalne, ale uczestnictwa, które z całą pewnością jest niezwykłym i pięknym wyróżnieniem ….

Zanim zaczniemy dziękować Panu, chcę w imieniu wszystkich tu zgromadzonych podziękować również Tobie za to, że w grafiku świętującym Twój jubileusz umieściłeś i to spotkanie.

Wszyscy wiemy, że były już oficjalne uroczystości, że byli obecni na nich ważni duchowni i święccy przedstawiciele.

To dzisiejsze spotkanie, ta dzisiejsza Eucharystia ma jednak wymiar szczególny. Jest ona bowiem przeżywana z ludźmi i dla ludzi z którymi przeżyłeś w tej parafii większość, bo 30 z tych jubileuszowych 50 lat!

Rozpoczynając tę homilię, użyłem grzecznościowego zwrotu: Siostry i Bracia.

I choć jest to rzeczywiście grzecznościowy zwrot, to wydaje się dobrze oddawać chrześcijańskie rozumienie wspólnoty.

Bo my wszyscy zgodnie z tym, o czym mówi św. Paweł, „dzięki wierze jesteśmy synami bożymi”. I właśnie to bycie synami bożymi ustawia nas wszystkich w takiej niezwykłej relacji braci i sióstr, w wierze.

I choć nie wszystkich nas tu zebranych, łączą więzy krwi, to łączy nas: jedna wiara, jeden chrzest i jeden cel w kierunku, którego wszyscy zmierzamy – czyli niebo.

W tej wspólnocie wiary, wspólnocie braci i sióstr zmierzających, krok za krokiem w jednym kierunku, mamy oczywiście różne role, różne funkcje, jesteśmy na różnych etapach wyznaczanych przez duchowy rozwój i życiowy kalendarz.

Jednych Bóg ustanowił apostołami, innych prorokami, innych nauczycielami.

Jednych Bóg zaprosił do małżeństwa, innych do życia samotnego, a jeszcze innych do posługi kapłańskiej.

Jedni maja za sobą zaledwie kilka lat życia, inni kilkanaście, jeszcze inni kilkadziesiąt.

Ale wszyscy stanowimy jedną wielką i piękną duchową rodzinę, której Ty księże Prałacie jako Prezbiter, przewodniczysz – już lat 50, z czego 30 w tej parafii.

Pięćdziesiąt lat to sporo czasu…

W chrześcijaństwie, czas zawsze miał ogromne znaczenie. W konkretnym czasie zostaje przecież stworzony świat. Najważniejsze wydarzenia historii zbawienia: Wcielenie i Pascha, też dokonują się w konkretnym czasie!

Z tego związku Boga z czasem, rodzi się obowiązek uświęcania czasu.

Na tym tle staje się zrozumiały zwyczaj Jubileuszów, który ma swój początek już w Starym Testamencie, a potem odnajduje kontynuację w dziejach Kościoła.

Jubileusz zawsze w biblii był czasem w szczególny sposób poświęcanym Bogu.

Takim czasem był każdy siódmy rok, wedle Prawa Mojżeszowego, tak zwany „rok szabatowy”. Przeżywanie go regulowało wiele zasad i przepisów. Jednym z nich, było danie odpoczynku ziemi (nie uprawiano jej w tym roku).

Wszystko to czyniono ku czci Boga.

To, co dotyczyło roku szabatowego, odnosiło się również do „roku jubileuszowego”, który przypadał, co pięćdziesiąt lat.

W księdze Kapłańskiej czytamy: „Będziecie święcić pięćdziesiąty rok, oznajmijcie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was jubileusz!”.

Rok jubileuszowy miał służyć odnowie sprawiedliwości społecznej. Przywracał równość między bogatymi i biednymi. Był to też czas darowania długów.

Tych kilka wymienionych aspektów rozumienia i przeżywania jubileuszu w biblii pokazuje, jak bardzo człowiek biblijny odnosił się tak w pracy, jak i w odpoczynku, z wiarą do Boga. Jak bardzo człowiek, licząc się ze swoją przemijalnością, szukał rozumienia swojego życia odnosząc się, raz po raz do Boga.

Tak więc jubileusz 50-cio lecia do wielkie święto. Święto, które w pierwszym rzędzie zaprasza do wielkiego dziękczynienia Bogu za wszystko.

Bo dobrze jest dziękować Panu!

Dziękujemy więc dzisiaj Panu księże Jubilacie za Twoich rodziców: Władysława i Mariannę. Wiele razy słyszałem jak pięknie o nich mówiłeś, doceniając ciężką pracę Ojca i pogłębioną pobożność Mamy.

Dziękujemy Panu za Twoje rodzeństwo i całą rodzinę, z którą łączą Cię silne więzi czemu dajesz wyraz w kolejnym planowanym jubileuszowym spotkaniu w Twojej rodzinnej parafii w Myśliborzu.

Dziękujemy Panu za pracę w parafiach w których byłeś wikariuszem: w Bytoniu, w Stolcu, w Charłupi, a po okresie studiów specjalistycznych w Warszawie, we Włocławskiej katedrze.

Trzeci w kolejności wikariat: Charłupia Mała – to moja rodzinna parafia. Tam pierwszy raz przecięły się nasze drogi.

Proszę sobie wyobrazić, że mamy takie wspólne zdjęcie z jubilatem: to był czas mojej komunii rocznicowej. Ja jestem tam w krótkich spodenkach ze święcą komunijną w ręku, obok ks. Wikary Zbigniew z czarną czupryną na głowie.

Oj zmieniło się trochę od tamtego czasu….

Pamiętam też, (choć były to lata dziecięce), że jak ks. Prałat wygłosił w niedziele kazanie, to nie tylko poruszył całą parafię, ale i urząd bezpieczeństwa, który jak wieść gminna niosła żywo się interesował tym co działo się na ambonie.

Dziękujemy Panu za pracę w parafiach w których byłeś proboszczem: Chrystusa Króla we Włocławku, Chodczu i w końcu w parafii Najświętszego Zbawiciela…

I tu by można wymieniać dziesiątki, setki a pewnie nie byłoby żadną posadą tysiące ważnych opowieści, anegdot, historii…

Nie jesteśmy w stanie tego uczynić. Zresztą mamy książkę (nawet dwie), z których wiele szczegółów o jubilacie i jego historii i latach spędzonych u Najświętszego Zbawiciela, możemy się dowiedzieć.

Można by dużo mówić o tym jak ta świątynia z roku na rok stawała się coraz piękniejsza, gdzie jedna akcja goniła następną…

Można by dużo mówić, o wielu niezwykłych dźwiękach które za przyczyną ks. Jubilata płynęły przez struny głosowe znanych solistów, zespołów, czy całych chórów…

Można by dużo mówić, o wielu patriotycznych motywach wybrzmiałych dzięki inicjatywie Jubilata i obecności różnych służb mundurowych w świątyni.

Można by bardzo dużo mówić o niegasnącej energii w przepowiadaniu słowa, głoszeniu homilii. Wiem, że ksiądz Prałat choć tyle lat już mówi – a jak mówi to wszyscy wiemy – skrupulatnie przygotowuje się do każdego wygłosu.

Tak więc wiele by można mówić…

Ja chciałem przywołać jednak jeden obraz, który wydaje się najlepiej charakteryzować odniesienie proboszcza do swojej parafii i

swoich parafian. Otóż tak się złożyło, że (jak myślę wielu z tu obecnych pamięta), byłem tu przez trzy lata wikariuszem. I pamiętam taki pogrzeb jednego z zacnych parafian gdzie ks. Prałat nie mógł ze wzruszenia dokończyć homilii.

I nie była to tylko jedna taka sytuacja. Takich momentów było więcej. To bardzo dużo mówi o człowieku, który zwykle jest raczej zdecydowany i konkretny…

Psalm dzisiejszy mówi, że dobrze jest dziękować Panu, ale dobrze jest też śpiewać na cześć jego imienia!

Dlatego dziś dziękujemy Panu również za Twoją pracę w Seminarium Duchownym, gdzie uczyłeś adeptów do kapłaństwa śpiewu kościelnego.

Pamiętam takie jedno spotkanie na jakby bardziej luźnym wykładzie kiedy to ks. Profesor Zbigniew prezentując na gramofonie różnych wykonawców, wykonujących utwory o charakterze religijnym, pokazywał różnicę jak można lub nie modlić się śpiewem… Ale kto już się nim modli (a nie wszystkim to się udaje) naprawdę wydaje się modlić podwójnie…

I tak sobie myślę w tym kontekście, że to też dziwne nie jest, że dziś z całej liturgii słowa, to psalm utwór z jego natury – muzyczny, był główną inspiracją do tego wystąpienia.

Niech tych kilka myśli, refleksji, wspomnień, które nawet w jednym procencie nie oddają bogatej osobowości naszego jubilata – i to wcale nie jest kokieteria z mojej strony takie są fakty – pozwolą jeszcze pełniej zanieść dziękczynienie za to, co już za nami, ale i patrzeć z nadzieją na to co przed nami.

Dzisiejsza liturgia słowa (ponownie psalm!) zapewnia nas, że zasadzeni (zakorzenieni) w domu Pańskim (a tak postrzegamy ks. Prałata) nawet i w starości wydadzą owoc, zawsze pełni życiodajnych soków.

Ks. Prałacie Zbigniewie – nasz kochany proboszczu, życzmy Ci więc tego nieustannego czerpania życiodajnych soków, od tego który dał Ci życie, Który powołał Cię na drogę posługi kapłańskiej, i który prowadził Cię przez te pięćdziesiąt lat jej wypełniania…

I niech się tak stania AMEN

Kategoria: